Pod powiekami, chowam się. Szarość wspina się po ścianach, wzbija w powietrze niczym poruszony podmuchem wiatru kurz. To nie jest tak, że brak kolorów spada na ciebie nagle, że melancholia zimną strugą spływa ci za kołnierz, dziewczynko. Po prostu coraz większy staje się kłębek negatywnych myśli, lęków i smutków, zbliża się i czai na chwilę rozproszenia, by grubymi nićmi opleść twoje dłonie - jest jak bolący ząb, do którego powracasz myślami i który badasz językiem, upewniając się, czy i tym razem zaboli (a szaleństwem jest powtarzanie tych samych czynności, oczekując odmiennych rezultatów, dziewczynko). Po prostu kolory bledną. Po prostu melancholia jest jak wodny ciek kryjący się pod podłogą, powoli napełnia pokój, podnosi poziom wody - na razie jeszcze brodzisz w niej po kostki..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz