Nieprzeciętnemu jutra już nie czuję smak. Dobitnie już ułóżmy się pod szczerym niebem, które swoją jakże zakłamaną mimiką utuli nas do snu. Wtulasz się znów w plecy. Opuszkiem palca rysujesz jedynie linię kręgów, ułożonych dla Ciebie. Szeptasz znów.. Niepozornie jednak budzę się zwątpieniami. Już od dawien dawna, słowa czyjeś nie miały znaczenia i przekoru wybić się nade wszystko. Po za wzlotami skrzydeł Twoich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz